Kategorie: Wszystkie | bezy | bo kiedy głowa pełna... | czekoladki | tarty | święta
RSS
niedziela, 09 czerwca 2013


  

Zawsze się ma jakieś takie miejsce czy miejsca, do których się wraca, które się lubi, w których się czuje dobrze. Czasem dlatego, że kojarzą się dobrze, mamy dobre wspomnienia, a czasem "od tak" lubimy tam być. Mam pare takich "swoich miejsc" w pięknym Krakowie. Piszę "piękny" bo taki jest, mimo tłoku od turystów, niekończących się korków, zanieczyszczenia jest piękny, ma swój urok. Miejsc, które w tym mieście lubię nie odkryłam na raz, a często przez przypadek, ktoś mnie gdzieś zaprowadził, coś wyczytałam w internecie, a czasem zgubiłam drogę i trafiłam akurat w miejsce, w którym chciałam zostać choć chwilę dłużej.

   

Jednym z pierwszych takich miejsc, które "odkryłam" i polubiłam jest Park Jordana. Nic wielkiego, miejski park w samym sercu miasta. Jednak ilekroć wsiadam na rower, a trasę już mam z góry obmyśloną i nie ma w niej tego parku to i tak nogi (a raczej koła roweru) mnie tam poniosą. Przystanąć tam na chwilę, poobserować bawiące się dzieci, które głośno się przekrzykują, uważnie patrząc jak ktoś wytrwale uczy się jeździć na rolkach, czy jak para staruszków spaceruje by po chwili przysiąść na ławce, posiedzieć w milczeniu, które tylko oni rozumieją by ruszyć dalej. Popatrzeć jak chłopaki z jednego osiedla czy szkoły grają razem w kosza czy siatkę tak po prostu dla spędzenia razem czasu. Tam chodzi się po to by łapać promienie słońca tak wyczekiwanego, by śmiech było słychać na odległość, by się oderwać na moment.

 

A ile osobistości można tam spotkać spacerując czy jak w moim przypadku pedałując wśród alejek. 

    

    

 

wtorek, 04 czerwca 2013

Mało popularna w moim regionie, ale zawsze byłam ciekawa jak smakuje i jest pyszna. Wersja waniliowa u mnie. Musze zaznaczyć, że jestem fanką sera białego, a serniki ubóstwiam. Nic dziwnego więc, że mi pascha posmakowała. Prosta w wykonaniu, a może ozdobić stół nie tylko wielkanocny.

 inspiracja Moje Wypieki 

 

Przepis na 1 litr

0,5 kg zmielonego twarogu półtustego lub tłustego w kostce                                                                          4 żółtka
10 dag masła, w temperaturze pokojowej
0,5 szklanka śmietany kremówki 36%
120 g cukru pudru
ziarenka z 1 laski wanilii

W misie miksera utrzeć żółtka z cukrem, na jasną i puszystą masę. Dodawać śmietanę kremówkę, w dalszym ciągu ucierając. Powstałą masę przelać do garnuszka, dodać rozkrojoną laskę wanilii, postawić na palnik o średniej mocy i podgrzewać, cały czas mieszając. Masa powinna lekko zgęstnieć, ale nie można dopuścić do zagotowania (tuż przed wrzeniem zdjąć z palnika). Wyjąć wanilię, wyciągnąć ziarenka i wrzucić do masy.

Masę przenieść do misy miksera, dodać twaróg, miękkie masło, wanilię i zmiksować na gładką masę.

Przygotować szklaną miseczkę o pojemności 1 litr, wyłożyć gazą. Wyłożyć do niej masę serową, lekko ugniatając. Przykryć gazą, następnie talerzykiem i obciążyć.

Odłożyć do lodówki na całą noc, do stężenia.

Kolejnego dnia ostrożnie wyjąć, udekorować, podawać. 

 

Kiedyś jak tylko słyszałam słowo "beza" to aż mnie mdliło. Jedna z rzeczy, których nie jadałam. Dziś już nieco do niej przekonana co raz częściej pieczona. Najprostsza (wg. mnie) słynna Pavlova, a wariacji i kombinacji co do koloru i smaku jest multum. Co kto lubi. U mnie wersja biała z wisienkami koktajlowymi.

Przepis:

6 białek
300 g cukru kryształu
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka soku z cytryny
 
 świeże owoce sezonowe i 250ml śmietany kremówki 30%

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce cukru, stopniowo i powoli, ubijając przez cały czas. Na sam koniec dodać łyżeczkę ąki i łyżeczkę soku z cytryny. Zmiksować.

 Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować okrąg, nieduży, dwadzieścia kilka cm średnicy (u mnie 22cm). Wyłożyć na niego masę białkową (trochę mniej nawet). Wstawić do nagrzanego do 180ºC piekarnika i po 5 minutach przykręcić temperaturę do 150ºC. Piec 1,5 godziny.

Studzić w uchylonym piekarniku. 

Po wystudzeniu ubić śmietanę z łyżką cukru pudru. Wyłożyć na bezę i udekorować owocami. 

* żółtka z jajek można z powodzeniem wykorzystać do tarty truskawkowej zamieszczonej na blogu 

 

19:44, wariatka.na.haju , bezy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 maja 2013

Ciągle mało, ciągle brakuje, gdzieś ucieka, kończy się, czasem jest lepszy, czasem gorszy, depcze po piętach...czas. Pojęcie względne. Nie da się go zmagazynować, odłożyć, schować, zatrzymać, biegnie nieubłaganie.

Nie tak dawno kończyłam naście lat, a 2 dni temu kolejne dwadzieścia pare...

Dzień miło spędzony, ktoś zadzwonił, ktoś napisał, ktoś przysłał prezent, ktoś przyjechał.

Drobne gesty, a znaczą tak dużo.

Miło.

Były życzenia, był tort, była piękna patera na ciasto, był uścisk, było sto lat śpiewane głośno, był uśmiech. I tak dużo słów.

Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna. Sama bardzo lubię obdarowywać innych czy to dobrym słowem, gestem, czy drobiazgiem bo sprawia mi to radość.

Chcę podziękować tu jeszcze raz mojej Siostrze, która zawsze wkłada serce w to czym mnie obdarowywuje, wie co sprawi mi radość, ale dopóki nie ropakuje prezentu nigdy nie wiem czego się spodziewać i to jest najlepsze. Chcę podziękować mojemu Bratu za słowa z serca i to, że zawsze wie czego życzyć i czego mi trzeba. Chcę podziękować moim Rodzicom, którzy przyjechali do mnie do pracy i spędzili te 15 minut ze mną. Chcę podziękować Monice, Asi, Agacie i Maćkowi (wiernemu towarzyszowi wtedy) za wieczór spędzony razem, za głośne sto lat śpiewane mimo tłumu nas otaczającego. Chcę podziękować Patrycji za piękny i pyszny tort. Chcę podziękować za każdego maila, telefon, sms. 

Bo czasem tak nie wiele trzeba...

 

czwartek, 09 maja 2013

Dziś dzień piękny bo słoneczny, ale spędzony cały w pracy. Mimo zdenerwowania, zmęczenia dzień skończył się dobrą wiadomością, a nawet więcej niż dobrą.

Misiaczek rzucił jedną kule. Noga się goi, tak bardzo się cieszy i jest dobrej myśli, pełen optymizmu. To poprawiłoby mi każdy humor nawet ten najgorszy. Szkoda, że nie mogło mnie być przy nim dziś jak usłyszał te wieści od lekarza.

Niedługo pojeździmy na rowerach znowu...

W zeszłym tygodniu chciałam mu jakoś umilić dzień nawet głupim śniadaniem i chyba się udało.

Śniadanie mistrzów...;)

Omlet z pieczarkami

Przepis:

3 jajka

4 pieczarki

5 łyżek mleka

sól

pieprz

1 łyżeczka mąki

1/2 łyżeczki masła

ser żółty 

Pieczarki umyć, pokroić w półplastry. Na patelni rogrzać trochę oleju, wrzucić pieczarki na patelnię, posolić i smażyć aż woda odparuje.

Jajka wbić do miski, dodać mleko, mąkę, sól, pieprz roztrzepać, ale nie za mocno. Na patelni rozgrzać masło, wlać masę jajeczną i piec aż się lekko zacznie ścinać i wsypać na wierzch pieczarki. Pod koniec smażenia złożyć omlet na pół i piec jeszcze 2 minutki, posypać serem żółtym wedle uznania (można zaglądnąć do środka czy się masa ścieła). Podawać z warzywami i tostami.

 

22:12, wariatka.na.haju
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 maja 2013

Tarty już robiłam kilka razy, ale nie przywiązywałam do nich nigdy takiej uwagi jak teraz. A zmieniło się to w styczniu. Dostałam nową pracę, po długim i żmudnym poszukiwaniu sensownego zajęcia, na którym można zarobić trafiłam do nowo otwierającego się lokalu przy Warszawskiej. Jest to mała kawiarnia w stylu francuskim. Zostałam tam zatrudniona do kuchni mimo kompletnego braku doświadczenia w takim zawodzie i na takim stanowisku. Moim zadaniem jest przygotowywanie posiłków, sałatek, ciast i właśnie tart słodkich jak i słonych. Dlatego teraz jak tylko znajduję fajny przepis na tarte to zaraz go chcę wypróbować, żeby sprawdzić czy nadałaby się do naszego menu. Pisze "naszego" dlatego, że czuję się bardzo związana z miejscem gdzie pracuje, jestem tam od początku, brałam udział we współtworzeniu tego miejsca. Ale to tyle o kawiarni przy Warszawskiej. Jest tyle do opowiedzenia, że poświęce temu osobny post.

Tarta budyniowa, lekka i z soczystymi truskawkami. Niestety nie podam przepisu na ciasto kruche, które zrobiłam do tej tarty bo jest to ciasto, które piekę w pracy więc nie mogę ujawnić przepisu. Myślę, że każde inne świetnie się nada.

Przepis na krem: 

6 żółtek 

120g cukru kryształu

20g mąki pszennej

20g mąki ziemniaczanej

450ml mleka 3,2%

laska wanilii

100g masła

Żółtka ucieramy z cukrem, dodajemy 50ml mleka, mąki i miksujemy. Pozostałe 400ml mleka gotujemy z laską wanilii. Kiedy mleko zaczyna się gotować wyciągamy wanilię i wlewamy masę jajeczną. Mieszamy rózgą aż zgęstnieje jak budyń. Zdejmujemy z ognia i dodajemy masło mieszając do rozpuszczenia. Ciepły krem wylewamy na upieczone ciasto. Dekorujemy owocami, ja posypałam cukrem perlistym i kilkoma orzechami włoskimi spod wałka.

Inspiracja `Moje Wypieki` 

 

 

 

Tyle razy oglądałam domowe czekoladki na innych blogach i zawsze myślałam "ja też! ja też!....ale to musi być trudne". Zaczełam od kupienia foremki, w Ikeii na lód, nadała się świetnie. Kształt też idealny bo czekoladki w kształcie serca pięknie wyglądają. Kolejny krok to szukanie przepisu na nadzienie i instruktażu wykonania. Wszystko jest? No to do dzieła. 

Jak się okazuje nie takie trudne, a wręcz bym powiedziała każdy zrobi. Tylko trochę cierpliwości potrzeba i gotowe. Smakowały bardzo dobrze, lepiej niż "obstawiałam". Niestety zrobiłam tylko kilka z racji tego, że to pierwszy raz.

Przepis:

100g gorzkiej czekolady

100g białej czekolady

80g truskawek

1 łyżeczka cukru kryształu

Czekoladę  rozpuszczamy w kąpieli wodnej*. Cienkim pędzelkiem smarujemy dno i boki foremki. Wkładamy na 10 minut do lodówki potem kolejna warstwa. Truskawki wkładamy do rondelka, posypujemy cukrem i ma małym ogniu gotujemy aż zmiękną. Potem przerzucamy do blendera i miksujemy (nie masz blendera? nie szkodzi, rozgnieć widelcem). Białą czekoladę również rozpuszczamy w kąpieli wodnej, dodajemy do niej zmiksowane truskawki, mieszamy do połączenia. Foremkę wysmarowaną czekoladą wyciągamy z lodówki i napełniamy środki nadzieniem, zostawiając 1 milimetr od góry na przykrycie czekoladą. Wkładamy do lodówki na około 30 minut (ja niecierpliwy człowiek włożyłam do zamrażaki i po 10 minutach wyjełam). Smarujemy górę resztą ciemnej czekolady tak żeby wyrównać i znowu do lodówy. Po stężeniu (trzymałam godzine w lodówce) lekko wypchnąć czekoladki na talerz, deskę czy co tam chcemy.

* kąpiel wodna dla tych co nie wiedzą: czekoladę łamiemy i wkładamy do miski metalowej albo szklanej. Do garnka o średnicy mniejszej niż miska wlewamy troche wody (około szklankę) i gotujemy. Na garnku stawiamy miskę tak, żeby nie wpadła do środka (dlatego tak ważne jest żeby była szersza niż garnek) i czekamy aż woda w garnku się zacznie gotować i parować, a tym samym nasza czekolada w miesce roztapiać.  

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Tak, udało się. W końcu jest. Mój blog.

Przymiarki do niego robiłam już kilka razy i od bardzo dawna, ale ciągle mało czasu, myśli za dużo, brak pomysłu. Pomału uczę się nie mówić "nie mam czasu".

Początkowo miał być blog o pieczeniu tylko i wyłącznie. Dziś wróciłam z pracy, usiadłam przed komputerem i pomyślałam "Dziś. Właśnie teraz, ale o wszystkim, o mnie i co we mnie." 

I oto jest.

Nazwa "More and More" w wolnym tłumaczeniu "więcej, jeszcze więcej" lub "coraz bardziej" jak kto woli. Czemu tak? Bo te słowa dobrze mi się kojarzą i tyczą się tak naprawdę wszystkiego, a tyle się dzieje w moim życiu, tak krótkim mogłoby się wydawać, a ciągle chcę więcej, jeszcze i bardziej.

Będzie o pieczeniu, będzie o rowerze, będzie o górach, będzie o książkach, będzie o przyjaźni, będzie o rodzinie, będzie o miłości, będzie o wszystkim co moje serce chciałoby wykrzyczeć, ale usta milczą. 

Będzie o wszystkim co kocham. 

Początki są trudne, ale jak wszystko z czasem zacznie przychodzić łatwiej. Wierze, że tak też będzie z tym blogiem.

Być może ktoś będzie mi towarzyszył i czytał to co mam do przekazania, to czym chcę się podzielić, a nawet jeśli nie to mam nadzieję, że to w jakiś sposób pomoże mi jeszcze bardziej docenić parę rzeczy. Bo większość wpisów będzie się tyczyło moich pasji, ludzi których kocham, mnie.

Pierwsza myśl na nazwę bloga była "Mimo Wszystko" bo życie jest piękne, mimo wszystko...